wtorek, 7 października 2014

Kadr dnia dusza pełna szpilek

Wyciągam dłoń do słońca, chciałabym je zachować na zawsze. Chociaż czuje się pochmurna wewnątrz.
Momentami burzowa i granatowa w środku. Pukam do drzwi kamienia i zastanawiam się czy nie jest pusty w środku, bo może coś mnie go wewnątrz zjada? Dużo rzeczy mnie ostatnio pochłania niekoniecznie w najbardziej 
optymistycznym sensie. Czasem czuję się kamienna i wypalona. 
Stąd na przykład upodobanie do tej piosenki, mam jedną płytę zespołu Slipknot i jeden ulubiony utwór 
The Blister Exists  która jakimś cudem (nie pytajcie o uzasadnienie) starannie miażdży i naprawia serce. 
Do mojego serca płynie krew rockowa i metalowa, zdarza się w każdym razie. 

Ale jeśli ktoś śledzi mojego bloga, wie że w mojej duszy czasem gra iskierka romantyczna... i pełna łagodności. Przejawia się to sięganiem po Agnes Obel i inne wokalistki z tego kręgu. 
Niniejszym wyzwaniem zakończę mój post:) 
 

piątek, 26 września 2014

Kadr dnia: pukam do drzwi kamienia

W słuchawkach dziś śpiewa Mela Koteluk- fastrygi. To dzień jednej piosenki, kiedy słucham wciąż i wciąż
tego samego. O huraganowy wiatr poznaje coraz lepiej. Aż do braku tchu. Gorzki jest ten smak życia, smakuje aż do krwi. To nie sen. Nie sen.
A jeśli zerwie dach huraganowy wiatr ląd nie utonie. Zostanie mi w dłoni garść doświadczeń, że życie
samo w sobie jest piękne, ale ma swoje czarne chmury. Garść doświadczeń z kamienia, trwały wzór.
Trwały wzór zawierający w sobie surową wiedzę, wszystkie te kamienie, które wezmę ze sobą.

Tak wiele strachów można oswoić, zmienić na dobrą lekcję. Na lekcję, która zmienia perspektywę życia.
I umniejsza wiele z tego, co do tej pory wydawało się być największym potworem.

Chce znać na pamięć to co dobre. W następnym poście mam zamiar wrócić do snucia refleksji o książkach:)


niedziela, 21 września 2014

Z mojej półki:Alice Munro: Zbyt wiele szczęścia

Zaglądam znów do biblioteki i pytam o Alice Munro, zupełnym przypadkiem w moje ręce trafia tom opowiadań: Zbyt wiele szczęścia. Jest to okoliczność przynosząca czytelniczą satysfakcję. Poza tym Munro
podobała mi się od pierwszego usłyszenia na Trójce (chyba jeszcze przed ogłoszeniem, że dostała Nobla, czytali fragmenty opowiadań) to musiało się skończyć dotknięciem papierowej książki (jestem tradycjonalistką w tej dziedzinie, książka nie może być elektroniczna, bo nie jest wtedy prawdziwa)
spokojnym oswajaniem się ze stylem autorki, jej pomysłami na literaturę.

Rzadko sięgam po Noblistów (nie wiem, co w nich jest, ale są zbyt poważni, zbyt w każdej kategorii)
na ogół jest nam do siebie daleko. Z Munro było inaczej, podoba mi się jak pisze, jak operuje słowem, nie udziwniając niczego, nie szukając ciężki, coraz cięższych tematów, od których mózg mola książkowego się spala;) ona pisze tak po prostu, jakby siedziała na ławce w parku i opisywała zastaną rzeczywistość.
Też tak chce pisać! W jej prostocie jest jakiś pierwiastek genialności.

Tematycznie oczywiście bliska, jak mogłaby by nie być skoro pisze o kobietach. Ich postacie są intensywne, takie, które jakoś samoistnie się zapamiętuje, które przychodzą do głowy (kiedy myślę o przeczytanych książkach). Jest w tym odkrywaniu kolejnych bohaterek (wybaczcie kolokwializm) coś fajnego.
Aż chce się śledzić z uwagą ich losy. Te opowiadania czyta się z głęboką satysfakcją, że nie marnuje czasu. (choć przecież czytanie nie jest marnowaniem czasu- nigdy!)To jak przeglądanie fotografii zatrzymujących ulotne momenty życia w słowie. To momenty życia, których istnienie warto zapamiętać.

Jeszcze słówko o okładce jest taka nostalgiczna. Przedstawia jadący autobus pośród górskiego krajobrazu.
aż chciałoby się do niego wsiąść i odjechać. Akurat nie mam zdjęcia książki pod ręką, ale od czego jest wyobraźnia;)


środa, 10 września 2014

Kadr dnia: Liść

Jesienią wszystko nabiera intensywności. Poezja staje się pełnią odcieni kolorów. Intensywnieje. Stają się słowa, nawet gdy zagryzam wargi do krwi. Nawet gdy wszystko gorzkie lub gorzko smakuje. W tym smaku też jest życie. Życie z całą swoją surową stroną.

Dziś też będzie wiersz, chyba powoli wraca do mnie wena. To dzięki wielokrotnemu kontaktowi z twórczością Poświatowskiej (przygotowuje się do przeczytania jej biografii, myślę, że to wymaga 
przygotowania) to połączenie między neuronami odpowiedzialne za tworzenie, wreszcie kliknęło. 

jestem na podobieństwo liścia
nie pasująca do Twej dłoni
jesteś abstrakcyjny dla mojej skóry
przebrana w odcienie nagości
kruszę się w gałęziach Twych dłoni

Jesienny czas pisania wierszy można uznać, za otwarty. Nie mogę się doczekać (choć z drugiej strony
chciałabym żeby słońce królowało jak najdłużej) Siest niedzielnych słuchanych przy zgaszonym niebie, wtedy jest naprawdę weno twórczo:)


niedziela, 31 sierpnia 2014

Kadr dnia: wiersz

Załapałam się jeszcze na końcówkę sierpnia z moim nowym postem. W sumie to odnaleziony wiersz z połowy lata, więc będzie takim mini podsumowaniem wakacji. Dziś ciągle pada, monotonnie, wręcz.
Także w zasadzie szkoda, ale mam gdzieś w pamięci błyszczące słońce. I wielokrotnie cieplejsze dni.

Choć i tak schyłek lata miał swój urok urozmaicony miłym spotkaniem:). Pieczenie ciasta przyozdobionego czekoladą i orzechami i gadanie do późnej nocy... dopiszę sobie do (zbyt krótkiej) listy rzeczy fajnych i wartych powtórzenia;).

Wracając do poezji bardzo lubię, kiedy wychodzą mi takie historie spod palców i głębin wyobraźni.
Ta ostatnia może czasem prowadzi mnie w dość osobliwe rejony, ale to terra incognita, a tam zawsze
znajdzie się coś oryginalnego.

uczę się Szekspira nauczyciela języka 
dramatycznego 
i staje się literami, co w Julię tchnęły życie
i staje się postacią dramatu 
gdy naga wychodzę na scenę 

Inspiracja ma to podłoże muzyczne Fink 


niedziela, 17 sierpnia 2014

Z mojej półki: Marek Niedźwiecki Nie wierzę w życie pozaradiowe.

zdjęcie z mojego instagrama
(@missbajaderka)
Gdyby nie wymiana e-mailii z przyjaciółką, pewnie zaplątałabym się w negatywną rozbiórkę tej książki. A na pewno przedstawiłabym ją jako osoba zamroczona nieuzasadnioną niechęcią.

Z początku nie uwierzyłam Markowi Niedźwieckiemu w jego opowieść, być może dlatego, że przeczytałam ją szybko, między innymi książkami. A to jest opowieść, obok której trzeba przystanąć z muzyką w tle i obrazami Australii. Przemykając w myślach korytarzami radia. 

Jak pisze autor: ,, Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz podejrzewam, że to samotność wybrała mnie, a ja z czasem ją polubiłem. Samotność zaprowadziła mnie do radia, pchnęła do pamiętników(...). I do tej książki, która także powstaje w samotności". To cytat ze strony piątej, pierwszych akapitów wstępu, będący kwintesencją i jednocześnie drogowskazem do odbioru tej książki. I coś w tym jest, w tej samotności. W samotności najlepiej mi się myśli (bez szumu komunikacyjnego) pisze prozą i tworzy wiersze. No i przede wszystkim najlepiej się wtedy słucham muzyki. Ale to taka dygresja. Wracam już do sedna :)
Marek Niedźwiecki poszedł pod prąd. Przyznał, że prowadzi zwyczajne, a czasem nawet nudne życie. Nie każdy by miał do tego odwagę, szczególnie będąc osobą publiczną, napisać, że tak właśnie jest fajnie żyć, trochę na uboczu. Że nie przeżywa szalonych przygód i nie ściga się z czasem, by zanim nadążyć. Pisze, że lubi rutynę, dni podobne do siebie, a niedziele najchętniej spędza na kanapie.
A poza tym o czym dowiedziałam się zupełnie nie dawno, lubi Poświatowską:) Moją absolutnie ukochaną poetkę. I to mnie najbardziej zachwyca.
Także w gruncie rzeczy, to przyjemna lektura, wniosek wyciągnięty w efekcie drugiego wrażenia.



wtorek, 12 sierpnia 2014

Z mojej półki: Jo Nesbo Policja


Policja 

Po zachwycającej literaturze, przyszedł czas by wrócić do korzeni;)
Jak zwykle moją ciekawość uspokoiła biblioteka, gdy przypadkiem natknęłam się na Policję pośród innych kryminałów. Jakoś tak automatycznie wyszło, że wzięłam ją do ręki i wypożyczyłam.
  Tak czytanie to jest stan umysłu. Mój mózg nieustannie pożąda nowych książek;) poza tym charakteryzuje się niezawodną intuicją przy ich wyborze. Czasem trafiam na te, które nie do końca spełniają moje oczekiwania ( o tym jednak następnym razem).
  Wracając do meritum, do Nesbo pisarz trzyma poziom. Jak zawsze bezwzględny i bezkompromisowy. Prowadzi czytelnika przez labirynt zła. Tym razem giną policjanci, którym nie udało się rozwiązać spraw
w przeszłości. I giną właśnie na miejscach tamtych zbrodni. Brakuje śladów, a  w Wydziale Zabójstw Harrego...
    To dobry kryminał. Akcja się nie ciągnie, skoncentrowana jest na rozwiązaniu zagadki. A gdzieś w tle toczy się życie policjantów. I tego wątku oprócz odkrycia mordercy dotyczy zakończenie... Lubię Nesbo, bo nie marudzi, nie rozciąga fabuły, ciągle zaskakuje i przywiązuje do swoich książek.

Polecam:)