środa, 10 września 2014

Kadr dnia: Liść

Jesienią wszystko nabiera intensywności. Poezja staje się pełnią odcieni kolorów. Intensywnieje. Stają się słowa, nawet gdy zagryzam wargi do krwi. Nawet gdy wszystko gorzkie lub gorzko smakuje. W tym smaku też jest życie. Życie z całą swoją surową stroną.

Dziś też będzie wiersz, chyba powoli wraca do mnie wena. To dzięki wielokrotnemu kontaktowi z twórczością Poświatowskiej (przygotowuje się do przeczytania jej biografii, myślę, że to wymaga 
przygotowania) to połączenie między neuronami odpowiedzialne za tworzenie, wreszcie kliknęło. 

jestem na podobieństwo liścia
nie pasująca do Twej dłoni
jesteś abstrakcyjny dla mojej skóry
przebrana w odcienie nagości
kruszę się w gałęziach Twych dłoni

Jesienny czas pisania wierszy można uznać, za otwarty. Nie mogę się doczekać (choć z drugiej strony
chciałabym żeby słońce królowało jak najdłużej) Siest niedzielnych słuchanych przy zgaszonym niebie, wtedy jest naprawdę weno twórczo:)


niedziela, 31 sierpnia 2014

Kadr dnia: wiersz

Załapałam się jeszcze na końcówkę sierpnia z moim nowym postem. W sumie to odnaleziony wiersz z połowy lata, więc będzie takim mini podsumowaniem wakacji. Dziś ciągle pada, monotonnie, wręcz.
Także w zasadzie szkoda, ale mam gdzieś w pamięci błyszczące słońce. I wielokrotnie cieplejsze dni.

Choć i tak schyłek lata miał swój urok urozmaicony miłym spotkaniem:). Pieczenie ciasta przyozdobionego czekoladą i orzechami i gadanie do późnej nocy... dopiszę sobie do (zbyt krótkiej) listy rzeczy fajnych i wartych powtórzenia;).

Wracając do poezji bardzo lubię, kiedy wychodzą mi takie historie spod palców i głębin wyobraźni.
Ta ostatnia może czasem prowadzi mnie w dość osobliwe rejony, ale to terra incognita, a tam zawsze
znajdzie się coś oryginalnego.

uczę się Szekspira nauczyciela języka 
dramatycznego 
i staje się literami, co w Julię tchnęły życie
i staje się postacią dramatu 
gdy naga wychodzę na scenę 

Inspiracja ma to podłoże muzyczne Fink 


niedziela, 17 sierpnia 2014

Z mojej półki: Marek Niedźwiecki Nie wierzę w życie pozaradiowe.

zdjęcie z mojego instagrama
(@missbajaderka)
Gdyby nie wymiana e-mailii z przyjaciółką, pewnie zaplątałabym się w negatywną rozbiórkę tej książki. A na pewno przedstawiłabym ją jako osoba zamroczona nieuzasadnioną niechęcią.

Z początku nie uwierzyłam Markowi Niedźwieckiemu w jego opowieść, być może dlatego, że przeczytałam ją szybko, między innymi książkami. A to jest opowieść, obok której trzeba przystanąć z muzyką w tle i obrazami Australii. Przemykając w myślach korytarzami radia. 

Jak pisze autor: ,, Kiedyś myślałem, że to ja wybrałem samotność. Teraz podejrzewam, że to samotność wybrała mnie, a ja z czasem ją polubiłem. Samotność zaprowadziła mnie do radia, pchnęła do pamiętników(...). I do tej książki, która także powstaje w samotności". To cytat ze strony piątej, pierwszych akapitów wstępu, będący kwintesencją i jednocześnie drogowskazem do odbioru tej książki. I coś w tym jest, w tej samotności. W samotności najlepiej mi się myśli (bez szumu komunikacyjnego) pisze prozą i tworzy wiersze. No i przede wszystkim najlepiej się wtedy słucham muzyki. Ale to taka dygresja. Wracam już do sedna :)
Marek Niedźwiecki poszedł pod prąd. Przyznał, że prowadzi zwyczajne, a czasem nawet nudne życie. Nie każdy by miał do tego odwagę, szczególnie będąc osobą publiczną, napisać, że tak właśnie jest fajnie żyć, trochę na uboczu. Że nie przeżywa szalonych przygód i nie ściga się z czasem, by zanim nadążyć. Pisze, że lubi rutynę, dni podobne do siebie, a niedziele najchętniej spędza na kanapie.
A poza tym o czym dowiedziałam się zupełnie nie dawno, lubi Poświatowską:) Moją absolutnie ukochaną poetkę. I to mnie najbardziej zachwyca.
Także w gruncie rzeczy, to przyjemna lektura, wniosek wyciągnięty w efekcie drugiego wrażenia.



wtorek, 12 sierpnia 2014

Z mojej półki: Jo Nesbo Policja


Policja 

Po zachwycającej literaturze, przyszedł czas by wrócić do korzeni;)
Jak zwykle moją ciekawość uspokoiła biblioteka, gdy przypadkiem natknęłam się na Policję pośród innych kryminałów. Jakoś tak automatycznie wyszło, że wzięłam ją do ręki i wypożyczyłam.
  Tak czytanie to jest stan umysłu. Mój mózg nieustannie pożąda nowych książek;) poza tym charakteryzuje się niezawodną intuicją przy ich wyborze. Czasem trafiam na te, które nie do końca spełniają moje oczekiwania ( o tym jednak następnym razem).
  Wracając do meritum, do Nesbo pisarz trzyma poziom. Jak zawsze bezwzględny i bezkompromisowy. Prowadzi czytelnika przez labirynt zła. Tym razem giną policjanci, którym nie udało się rozwiązać spraw
w przeszłości. I giną właśnie na miejscach tamtych zbrodni. Brakuje śladów, a  w Wydziale Zabójstw Harrego...
    To dobry kryminał. Akcja się nie ciągnie, skoncentrowana jest na rozwiązaniu zagadki. A gdzieś w tle toczy się życie policjantów. I tego wątku oprócz odkrycia mordercy dotyczy zakończenie... Lubię Nesbo, bo nie marudzi, nie rozciąga fabuły, ciągle zaskakuje i przywiązuje do swoich książek.

Polecam:)



   

  

piątek, 8 sierpnia 2014

Z mojej półki: Wyznaję Jaume Cabre

zdjęcie z mojego instagrama
@missbajaderka
To wspaniała powieść, której przeczytanie jest niezapomnianym czytelniczym przeżyciem. Właściwie nie napisana, ale skomponowana w sposób mistrzowski. Jak symfonia, muzyka, w której nie ma jednej fałszywej nuty. To muzyka słowa, którą się czyta z najwyższą przyjemnością i podziwem.Z nagłymi i łagodnymi zmianami nastroju. To powieść utwór muzyczny szorstki i brutalny, poruszający kwestię zła. Z drugiej strony wręcz ckliwy, wzruszający. Pełen subtelności i opisów wrażeń estetycznych.
Pisarz posługuje się wieloma emocjami, jak linoskoczek balansuje swobodnie na granicy epok. Zmieniając czas i miejsce akcji tworząc warstwy z wieloma wątkami misternie ze sobą połączonymi.
To powieść pochwała dorobku literatury. Ujawniona w scenach opisujących dom głównego bohatera, który jest miejscem zamieszkania przede wszystkim  dla książek. Zresztą Adrian Ardevole to poliglota i wykładowca akademicki ceniący i szanujący książki. Tak samo mocno jak skrzypce i muzykę, którymi się otacza. I miłość do Sary Voltes- Epstein stanowiąca dopełnienie jego życia.
Otwierając tą powieść to tak jakby patrzeć na obraz pełen różnorodnych kolorów, które w jakiś cudowny sposób łączą się ze sobą. To tony, cienie, półcienie pełne niuansów, które odkrywa się po głębszym wpatrzeniu w obraz.

Nie do przeczytania jednym tchem. Wypełniłam tą książką cudowne dwa tygodnie bycia pod nieustannym wrażeniem literatury. Pozostał mi tylko niedosyt, że tak szybko się skończyła. I pragnę więcej.
Wyznaję moją miłość do literatury myślę, że to byłby idealny podtytuł.





środa, 23 lipca 2014

Kadr dnia: wiersz

Przyszedł czas na wiersz, jakaż to wiekopomna chwila, gdy między zwykłością a muzyką, bo to była muzyka tzw. siła sprawcza, rodzi się sztuka pisania. Za każdym razem sztuka ta dojrzewa i staje się o jeden większa.
A wszystko dzięki Locie pszczoły nad Tymiankiem i piosence Hey. Posłuchajcie sobie.

Pachnie po deszczu pole, to chwila. Chwila do zapamiętania.

konsystencją bliska rosie
unoszącej ciężar zbóż
co rozpryskana z porannego świtu
powstała

konsystencją rosie podobna
lżejsza od kropli

z połaci leśnych pól
pól zwielokrotnionych
jestem lżejsza o źdźbło
trawy 

poniedziałek, 14 lipca 2014

Z płatków kwiatów utkana zmieniona w stan istnienia oddycham

Tu jest cisza o konsystencji stałej i niezmiennej. To niemożliwe, że noc może być aż tak czarna, nie oświetlona lampami. Nie oświetlona miastem. Patrzę przez okno i nic nie widzę.
Cisza ma konsystencję taką niezbywalną i trwałą. Pachnie zbożem i jeziorem. Ma kolor zachodzącego topiącego się w chmurach słońca. I słony smak roweru sunącego po leśnych, piaszczystych ścieżkach.
Wszystko jest harmonijnie, bo nie poddane człowiekowi. Wiewiórki skaczą po najwyższych koronach drzew i to jest proste. To jest mój lot pszczoły nad tymiankiem.

Nie czuję tu upływu czasu, mierzę czas wschodem i zachodem nieba. Jestem w niebie. Mam łany zbóż przed sobą i schowane w nich chabry i maki. Wszystko pachnie dostojnie wielką przyrodą. To nie jest betonowy miejski ogródek to jest Prawdziwa Przyroda.

Stoję przed tą przyrodą pełna pokory i dotykam kory brzozy i jestem szczęśliwa. I pewna, że znam odpowiedzi na wszystkie zbyt trudne pytania. A może i nie znam, ale jako to się ma do wieczności?
Może moje życie właśnie jest prostsze niż myślałam.

Mgła obłoków kładąca się nieregularną linią nad horyzontem lasu. Wszystko zaczyna się i kończy w lesie.
Las tu rządzi tym spektaklem wspaniałości i wdycham tlen. Nie trujący tlen miejski, tylko tlen sosnowy.

Wszystko jak u Leśmiana, nie wzięłam jego wierszy, w zasadzie szkoda, nigdzie nie pasują tak genialnie
jak tu. Gdy przestaję pośpiesznie klikać w klawiaturę, bo uciekną myśli, słyszę tylko ptaki i cykadę świerszczy.
Jak u Leśmiana, w jego wierszach przyroda jest barwna i żyje. Tu żyję sercem, nie rozumem. Tu żyję i słyszę bicie serca matki Ziemi.

Koniec:)