Miałam na myśli ten wiersz już dawno, napisałam kilka pierwszych wersów, po czym zostawiłam go na jakiś czas by dojrzał. Z surowej, kwaśnej zieleni wyrósł wiersz pełen czerwieni i (wreszcie) spójności.
moje ciało jest ziemią na której dojrzewają maliny
moje ciało to ziemia poetycka
ziemia z liter niejednorodna
uginają się gałązki pod ciężarem słodkich malin
zbierasz moje ciało do koszyka
w rosę poranną zdobne
mgłą dekorowane są maliny
gdy dotykasz palcami owoców unoszą się
i opadają pod ciężarem ciała
moje ciało jest ziemią na której
dojrzewają maliny
byś wziął mnie do ust całą
w słońcu dojrzałą
o słodkim smaku ziemi nabrzmiałej
dotykiem
gdy zapada zmierzch
słodki smak malin wzmaga się
i pragnę być dotykana
i chcę być ziemią pełną
linii papilarnych Twych palców
A wszystko to z powodu istnienia na świecie Leśmiana i malin (które są najbardziej zmysłowymi owocami na świecie)
środa, 22 lipca 2015
środa, 15 lipca 2015
Pocztówka z wakacji
Cała zieloność, chciałoby się tam być bez końca. W tych chwilach spokojnych rozsnutych na trawach i polach, które leniwie rozciągają się w nieskończoności. Nad słońcem złotym spowitym w puszyste chmury. I cisza, której nie ma w mieście, której nie da się ukraść. Te poranne dzwonki owiec wychodzących na pobliską halę (one są takie cudne...)
W zasięgu wzroku tylko zielone wyspy drzew zdobne w odbicia lustrzane. A to wszystko udekorowane przypominającymi się nieustannie wersami z Leśmiana jego najpiękniejszych wierszy...
A na dodatek pocztówka dźwiękowa:) Alabama shakes i Mumford&Sons i nie trzeba dodawać nic więcej, przecież.
czwartek, 2 lipca 2015
Jestem
Przerwa się przeciągnęła do wielu tygodni, och nie wiem czy teraz, tak nie będzie.
Ale jestem od czasu do czasu, biorę słowo na warsztat. Piszę sama się sobie dziwię (momentami) że się nadal udaje, mimo bycia pochłoniętą przez rzeczywistość. Boże, tonę w betonie...
Na szczęście od dwóch miesięcy czytam biografię Szymborskiej ( warta przeczytania)
Pamiątkowe rupiecie i Pani Muza się we mnie budzi z zimowego przedłużonego snu. Więc jestem cała i zdrowa i poetycka:) zaraz też zaprezentuje efekty.
A wracając do biografii normalnie (czytaj będąc bezczynną zawodowo) połknęłam bym ją już dawno, o z pewnością, gdyż książki świetnie wypełniają pustkę (każdą) więc wolny czas również.
Na szczęście czasu miałam jak na lekarstwo (i mól książkowy mój wewnętrzny usychał, prawie)
więc o lekturze napiszę później. Teraz moja bezczynność zawodowa jest krótkotrwała i niedługo się kończy i w związku z tym spokojnie i z przyjemnością wypełniam ją czytaniem...
Dobrze, koniec tych wywodów i wstępów, czas na wiersz:
sięgam by dotknąć niebieskich skłonów nieba
by dłoń ranić o brzegi nieskończoności kosmosu
gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba
a ja kometę chcę strącić z nieba
rozetrzeć ją by błyszczała
blaskiem nieśmiertelnym
gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba
Do zobaczenia!
Ale jestem od czasu do czasu, biorę słowo na warsztat. Piszę sama się sobie dziwię (momentami) że się nadal udaje, mimo bycia pochłoniętą przez rzeczywistość. Boże, tonę w betonie...
Na szczęście od dwóch miesięcy czytam biografię Szymborskiej ( warta przeczytania)
Pamiątkowe rupiecie i Pani Muza się we mnie budzi z zimowego przedłużonego snu. Więc jestem cała i zdrowa i poetycka:) zaraz też zaprezentuje efekty.
A wracając do biografii normalnie (czytaj będąc bezczynną zawodowo) połknęłam bym ją już dawno, o z pewnością, gdyż książki świetnie wypełniają pustkę (każdą) więc wolny czas również.
Na szczęście czasu miałam jak na lekarstwo (i mól książkowy mój wewnętrzny usychał, prawie)
więc o lekturze napiszę później. Teraz moja bezczynność zawodowa jest krótkotrwała i niedługo się kończy i w związku z tym spokojnie i z przyjemnością wypełniam ją czytaniem...
Dobrze, koniec tych wywodów i wstępów, czas na wiersz:
sięgam by dotknąć niebieskich skłonów nieba
by dłoń ranić o brzegi nieskończoności kosmosu
gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba
a ja kometę chcę strącić z nieba
rozetrzeć ją by błyszczała
blaskiem nieśmiertelnym
gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba
Do zobaczenia!
sobota, 2 maja 2015
Z mojej półki: Wisława Szymborska Czarna piosenka

Długi weekend to idealny czas na poezję,szczególnie na poezję Szymborskiej, którą lubię od lat. Była chyba moją pierwszą poetycką fascynacją. Taką prawdziwą, która inspirowała do pisania własnych wierszy.
Mimo wszystko cieszę się z tego uchylonego rąbka tajemnicy słowa.
Wiersze powstają w okresie lub tuż po zakończeniu II wojny światowej. Opisują ulotność piękna w zderzeniu z surowym i bezwzględnym światem. Przefiltrowane przez wrażliwość poetki. Przeplata tu jak w kadrach obrazy wojny, przyrody, codzienności. Jej poezja to rodzaj obserwacji rzeczywistości, co jeszcze pełniej widać w późniejszych wierszach.
Kiedy czytam innych poetów, nie tylko Szymborską, zawsze wpływa to na moją własną twórczość.
I jeśli jest akurat uśpiona trochę ją rozbudza. Rozbudza na nowo pragnienie pisania.
Czarna piosenka poruszyła we mnie tą strunę. Przestaję patrzeć na pustą kartkę, tylko uruchamiam wyobraźnię. Po zetknięciu się z tym tomikiem, czuję się poetycko ubogacana:) żałuje jedynie, że muszę go oddać do biblioteki (to będzie bolesne rozstanie;)
wtorek, 21 kwietnia 2015
Kadr dnia: wiersz
szukam słowa namaszczam je śliną
ruchem palca prostym
powołuje do życia
wewnątrz pulsuje krew
szukam słowa
w nim ojczyzna moja
bo to słowo sycące jak chleb
szukam słowa w powłoce
kamienia kruchego w środku
rozkruszam w dłoni chleb
by nasycić nim głód
wielki głód słowa
dwie wariacje na ten sam temat. O słowie wiersze pisze się inaczej. Chyba rozważniej i głębiej.
To taki rodzaj pochwały dla samej poezji. Poza tym obydwa inspirowane są Szymborską
(czytam Czarną piosenkę- zupełnie pierwsze utwory Noblistki) z pewnością warte odnotowania w osobnym poście, niebawem!
wzajemnie próbujemy
naszych słów
próbujemy aż staną się
smakiem gorzkim
wzajemnie próbujemy naszych słów
aż do smaku krwi gorzkiej
aż nam ten smak spowszednieje
byśmy nie mogli rozpoznać
tego lasu który zbudowaliśmy z liter
by pozostał nieznany
sobota, 28 marca 2015
Wierszem ciąg dalszy nastąpił
Dojrzewanie wiersza jest procesem. Ten powstał w dwóch aktach po pierwszym napisaniu wydał mi się zbyt chaotyczny, a teraz przybrał właściwą formę. Usunęłam nadmiar słów, który dodawał mu zbędnej ciężkości. Lubię harmonię w poezji ale też jej plastyczność, dodawanie słowom nowych znaczeń, tworzenie przypuszczeń i znajdywanie najmniej oczywistych skojarzeń.
Tu znowu wiersz bez tytułu bez konsekwencji powiązany z poprzednim.
jestem linią ciała
wszechświatów ziemskich
Tu znowu wiersz bez tytułu bez konsekwencji powiązany z poprzednim.
jestem linią ciała
wszechświatów ziemskich
jestem linią ciała unoszącą się pod
dotykiem Twych palców
pod wszechświatem warstwa
wielokrotna chmur
kontrastująca z twardą ziemią
jestem linią ciała nad
brzegiem wszechświatów
ciemnych i głębokich
byś mógł zanurzyć w nich dłoń
ziemia jest szorstka i czarna
w dotyku
poniedziałek, 23 marca 2015
Kadr dnia: wiersz
dla słów
na litery unoszące papier
w próbie nadania mu kształtu ciała
dla słów co unoszą język
by ciała nie czynić łatwopalnym
unoszę słowa do góry
by dosięgnęły warg
na krawędzi ust istniały
dla faktury papieru
w próbie nadania mu kształtu ciała
zamieniony w skórę
by nie czynić ciała łatwopalnym
by uczynić je zdobne w ślinę
istnieć chcę dla papieru
by ciało przypominał
by ciało zdobił krwiobiegiem
atramentu
dotykam ustami papieru
jest miękki i płaski
W międzyczasie wracam do poezji, znowu zaczynam pisać. Mam nadzieje, że na dłużej
pomysły na wiersze rozgoszczą się w mojej wyobraźni na dobre.
Później pomyślę o recenzji książki, jest następna na liście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)