metafora mojego życia.
niedziela, 30 marca 2014
piątek, 28 marca 2014
Z mojej półki: Marta Zaborowska Uśpienie
| źródło |
Debiut z gatunku błyskotliwych opatrzony znakiem jakości Czarnej serii- gwarantującym wciągającą lekturę. Jakoś tak niepostrzeżenie kryminały stały się moim ulubionym gatunkiem literackim. I pochłonęły mnie NA DOBRE.
Natknęłam się na tą książkę przypadkiem w bibliotece. Chciałam przeczytać coś polskiego autora, po zniechęceniu zagranicznym kryminałem i jego nieudanym tłumaczeniem, przeniosłam wzrok na polską półkę. Tak oto pochłonęłam Uśpienie.
Przygodę z kryminałem zaczęłam od Chmielewskiej, a więc dość lekkiego kalibru (zabawnego, ironicznego, nie mrocznego. na mroczność czas przyszedł później) Potem przyszedł czas na Marininę, która stworzyła chyba najbardziej leniwą policjantkę w historii literatury Anastazję Kamieńską- jednocześnie najbardziej błyskotliwą i upartą. Im dalej tym mroczniej- Mankell, Nesbo, MacBride) No i wróciłam do punktu wyjścia, czyli kryminału polskiego.
Zaborowska napisała klasyk to jakby esencja kryminału w kryminale. Główną bohaterką jest Julia Krawiec będąca wzorcową postacią gatunku. Nieudane życie osobiste, problemy z alkoholem. Kwintesencja bohatera niezależnie od szerokości geograficznej, pod którą powstaje książka. Nie jest to zarzut, pokazywanie ludzkich słabości, urzeczywistnia postać. Po prostu urozmaica historię.
Nie będę się zagłębiać w fabułę, bo wiadomo, że chodzi o złapanie mordercy, który w tym przypadku, ucieka ze szpitala psychiatrycznego. W trakcie lektury zresztą wychodzą różne mroczne sekrety innych bohaterów.
Z niecierpliwością czekam na następną książkę:)
poniedziałek, 10 marca 2014
Z mojej półki:Eduardo Mendoza Walka kotów
Akcja rozgrywa się w Madrycie w okresie wojny domowej w Hiszpanii (1936-39). To czas głębokiego kryzysu, któremu autor poświęca wiele stron powieści. Na tym tle ścierają się poglądy zwolenników Republiki, rewolucjonistów i sympatyków Falangi.
Główny wątek książki ginie gdzieś w potoku opisu problemów społecznych i poglądów politycznych. I to sprawia, że książka się odrobinę dłuży i ciągnie. Jako, że nie lubię w powieściach nadmiaru historii (szczególnie tej wojennej) nie jest to mój literacki faworyt.
Liczyłam na rozbudowanie wątku związanego ze sztuką, a więc postacią Anthony'go Whitelands'a. Wykładowcy historii sztuki i znawcy dzieł Diego Velázqueza , który przyjeżdża do Madrytu, wycenić obraz znajdujący się w kolekcji księcia de la Igualada. Książę chce w obliczu trudnej sytuacji w kraju zdobyć pieniądze na wyjazd i zapewnienie bezpieczeństwa rodzinie.
Anthony Whitelands chętnie przystaje na propozycję, gdyż lubi Madryt i Muzeum Prado.
Z początku chodzi tylko o obraz, jednak jego przyjazd do Hiszpanii- oznacza same kłopoty sprawia, że zaczyna być wplątany w intrygę, styka się z policją (a właściwie Służbą Bezpieczeństwa, której jego wizyta w kraju jest wyraźnie nie w smak) a także zakochuje się w
córce Księcia.
Więcej w książce tej nawiązań do polityki i sytuacji w kraju i to jest dla mnie dużym minusem.
Bo też poza tym wątkiem dzieje się mało, a kwestia obrazu jakoś rozmyła się w toku. I w ogóle była odrobinę rozczarowująca.
Wolę Mendozę gdy pokazuje swój absurdalny humor i tworzy wartkie dialogi.
Wiem, bo czytałam Przygody fryzjera damskiego i ten styl w nim dominował. Ale na pewno do niego jeszcze wrócę. Nie raz.
Po lekturze Walki kotów ( o kotach w sensie dosłownym nie było tam nic) zapragnęłam odwiedzenia Muzeum Prado:)
Tyle z mojej półki- tymczasem do następnej lektury.
Anthony Whitelands chętnie przystaje na propozycję, gdyż lubi Madryt i Muzeum Prado.
Z początku chodzi tylko o obraz, jednak jego przyjazd do Hiszpanii- oznacza same kłopoty sprawia, że zaczyna być wplątany w intrygę, styka się z policją (a właściwie Służbą Bezpieczeństwa, której jego wizyta w kraju jest wyraźnie nie w smak) a także zakochuje się w
córce Księcia.
Więcej w książce tej nawiązań do polityki i sytuacji w kraju i to jest dla mnie dużym minusem.
Bo też poza tym wątkiem dzieje się mało, a kwestia obrazu jakoś rozmyła się w toku. I w ogóle była odrobinę rozczarowująca.
Wolę Mendozę gdy pokazuje swój absurdalny humor i tworzy wartkie dialogi.
Wiem, bo czytałam Przygody fryzjera damskiego i ten styl w nim dominował. Ale na pewno do niego jeszcze wrócę. Nie raz.
Po lekturze Walki kotów ( o kotach w sensie dosłownym nie było tam nic) zapragnęłam odwiedzenia Muzeum Prado:)
Tyle z mojej półki- tymczasem do następnej lektury.
piątek, 7 marca 2014
Kadr dnia: wiersze Leśmiana
Na wszystkie dole i nie dole poetyckie najlepszy jest inny poeta:) oto rdzeń sukcesu.
Słuchałam dziś bardzo dawno nagranej płyty, z wierszami Leśmiana, zinterpretowanymi i zaśpiewanymi przez Krystynę Jandę i Marka Grechutę- W malinowym chruśniaku.
Słucham bardzo różnej muzyki. Najczęściej fazami na jakiegoś wokalistę lub zespół.
Wtedy moja mp3 gra to samo na okrągło. Chociaż ostatnio pozostaję otwarta na wszelkie
gatunki, stąd też poezja śpiewana. Słucham jej rzadko, wtedy gdy mam specjalny nastrój.
Gdy chcę się zainspirować, albo po prostu obcować z kulturą wyższą. No i uwielbiam
erotyki Leśmiana.
Poezja śpiewana szczególnie w takim wykonaniu pozwala głębiej przeżyć wiersz.
W ogóle przeżyć, usłyszeć słowa. Posłuchać czegoś co jest nieskazitelnie piękne.
Leśmian jak nikt potrafi opowiadać miłość. W zasadzie szkoda, że był twórcą
dwudziestolecia międzywojennego. Chciałabym Go poznać, gdyby żył...
W końcu był poetyckim geniuszem.
Słuchałam dziś bardzo dawno nagranej płyty, z wierszami Leśmiana, zinterpretowanymi i zaśpiewanymi przez Krystynę Jandę i Marka Grechutę- W malinowym chruśniaku.
Słucham bardzo różnej muzyki. Najczęściej fazami na jakiegoś wokalistę lub zespół.
Wtedy moja mp3 gra to samo na okrągło. Chociaż ostatnio pozostaję otwarta na wszelkie
gatunki, stąd też poezja śpiewana. Słucham jej rzadko, wtedy gdy mam specjalny nastrój.
Gdy chcę się zainspirować, albo po prostu obcować z kulturą wyższą. No i uwielbiam
erotyki Leśmiana.
Poezja śpiewana szczególnie w takim wykonaniu pozwala głębiej przeżyć wiersz.
W ogóle przeżyć, usłyszeć słowa. Posłuchać czegoś co jest nieskazitelnie piękne.
Leśmian jak nikt potrafi opowiadać miłość. W zasadzie szkoda, że był twórcą
dwudziestolecia międzywojennego. Chciałabym Go poznać, gdyby żył...
W końcu był poetyckim geniuszem.
środa, 19 lutego 2014
Z mojej półki: John Irving
Postanowiłam kontynuować rozpoczęty jakiś czas temu cykl: Z mojej półki. Pisałam wtedy o książce Mankella.
To jedna z tych książek, która mnie poruszyła, na tyle żeby o niej tu napisać. Z ciekawością sięgam po każdą książkę Irvinga- jak dotąd wszystkiego mi się podobały. Niestety ta poruszyła mnie głównie w negatywnym sensie.
Pomyślałam, że właściwie zgłębianie problemów homoseksualistów nie jest ani fascynujące ani ciekawe. Poza tym nie uważam ich za jakaś super ważną grupę społeczną, aż do tego stopnia, by pisać o nich książkę.Im dalej w powieść tym gorzej. Czułam narastający niesmak (wręcz człowiek zaczyna czuć się dziwnie będąc heteroseksualnym i nie zamierzając w najbliższym czasie zmieniać płci)
Nie zrozumiałam (chyba) idei towarzyszącej pisarzowi podczas tworzenia powieści. Jedno wiem na pewno ma swoim koncie wiele zdecydowanie lepszych książek. Mam na myśli np. Zanim Cię znajdę, która świadczy o jego literackim geniuszu.
W jednej osobie cały czas stoi blisko przekroczenia granicy dobrego smaku.
Myślą przewodnią powieści stanowi pytanie: czym jest normalność? a także kwestia przekraczania norm społecznych wraz z konsekwencjami. Autor stawia też pytanie o to, gdzie leży granica tolerancji. Z jednej strony inność nie jest zła ani nie należy jej potępiać. Ludzie są różni- wiadomo gdyby wszyscy byli identyczni i mieli podobne poglądy świat dużo by stracił. Ale odrobina ładu i norm na których można się oprzeć, nikomu nie zaszkodziła.Tego w tej książce zabrakło za dużo tolerancji (wręcz przesadnie wyolbrzymionej) która stała się jej szkieletem i fundamentem. Nie podobało mi się to mam wrażenie, że to trochę świat bez wartości.
Choć jak stwierdziła Panna Frost (która jak się później okazało była mężczyzną...):
,, Drogi chłopcze, bądź łaskaw nie przypinać mi etykietki. Nie rób ze mnie kategorii, zanim mnie nie poznasz".
Coś w tym jest, dlatego przeczytałam tą książkę, żeby móc wyrobić sobie własną opinię.
Przeczytałam i pozwoliłam sobie skrytykować nadmierne rozluźnienie obyczajów.
Udało mi się ją przeczytać i wcale nie muszę jej chwalić.
Pewnie sięgnę po następną książkę Irvinga (nadal jest dość wysoko w rankingu moich ulubionych pisarzy) ale mam nadzieję, że wybierze się w zupełnie inne rejony problemów społecznych i zajmie inną grupą społeczną. Tego życzę sobie i innym jego czytelnikom:)
To jedna z tych książek, która mnie poruszyła, na tyle żeby o niej tu napisać. Z ciekawością sięgam po każdą książkę Irvinga- jak dotąd wszystkiego mi się podobały. Niestety ta poruszyła mnie głównie w negatywnym sensie.
Pomyślałam, że właściwie zgłębianie problemów homoseksualistów nie jest ani fascynujące ani ciekawe. Poza tym nie uważam ich za jakaś super ważną grupę społeczną, aż do tego stopnia, by pisać o nich książkę.Im dalej w powieść tym gorzej. Czułam narastający niesmak (wręcz człowiek zaczyna czuć się dziwnie będąc heteroseksualnym i nie zamierzając w najbliższym czasie zmieniać płci)
Nie zrozumiałam (chyba) idei towarzyszącej pisarzowi podczas tworzenia powieści. Jedno wiem na pewno ma swoim koncie wiele zdecydowanie lepszych książek. Mam na myśli np. Zanim Cię znajdę, która świadczy o jego literackim geniuszu.
W jednej osobie cały czas stoi blisko przekroczenia granicy dobrego smaku.
Myślą przewodnią powieści stanowi pytanie: czym jest normalność? a także kwestia przekraczania norm społecznych wraz z konsekwencjami. Autor stawia też pytanie o to, gdzie leży granica tolerancji. Z jednej strony inność nie jest zła ani nie należy jej potępiać. Ludzie są różni- wiadomo gdyby wszyscy byli identyczni i mieli podobne poglądy świat dużo by stracił. Ale odrobina ładu i norm na których można się oprzeć, nikomu nie zaszkodziła.Tego w tej książce zabrakło za dużo tolerancji (wręcz przesadnie wyolbrzymionej) która stała się jej szkieletem i fundamentem. Nie podobało mi się to mam wrażenie, że to trochę świat bez wartości.
Choć jak stwierdziła Panna Frost (która jak się później okazało była mężczyzną...):
,, Drogi chłopcze, bądź łaskaw nie przypinać mi etykietki. Nie rób ze mnie kategorii, zanim mnie nie poznasz".
Coś w tym jest, dlatego przeczytałam tą książkę, żeby móc wyrobić sobie własną opinię.
Przeczytałam i pozwoliłam sobie skrytykować nadmierne rozluźnienie obyczajów.
Udało mi się ją przeczytać i wcale nie muszę jej chwalić.
Pewnie sięgnę po następną książkę Irvinga (nadal jest dość wysoko w rankingu moich ulubionych pisarzy) ale mam nadzieję, że wybierze się w zupełnie inne rejony problemów społecznych i zajmie inną grupą społeczną. Tego życzę sobie i innym jego czytelnikom:)
poniedziałek, 17 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
Alter ego
szukam inspiracji- teraz nie tylko do napisania wiersza. chociaż to nie sprawia mi problemu, którego nie mogłabym pokonać. wystarczy ciekawy tytuł książki czy odpowiednia muzyka.
a także inni poeci. nadal niezmiennie fascynuje mnie wiersz Poświatowskiej o Julii.
często do niego wracam żeby pisać znowu o Julii. Julia ta ma moje serce.
szukam życiowej inspiracji. czegoś najlepszego, co poruszy moje serce. na razie nie czuje niczego.
mam w sercu znak zapytania, który muszę przełamać. to jest pustostan pomysłowy, który mam nadzieje pokonać.
serce kruche niczym to u Julii. Julia moje alter ego. Gdy staję przed wierszem jestem Julią.
Ale nie zawsze. Wypełniam też przestrzeń papieru innymi stanami ducha, bo Julia to też jest stan ducha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





