czwartek, 10 marca 2016

Kadr dnia: wiersz

znowu tu jestem w bliskości ze słowem
znowu tu jestem w słowach 
biegnę wprost w tę dolinę
anachroniczną 
prastarą 
przebrzmiałą 

znowu tu jestem pełna słów 
na skraju palców litery 
anachroniczne
przebrzmiałe

to dolina przestrzenna 
gdzie serce moje zakorzenione 
rośnie wspina się aż do ziemi

znowu jestem tu
rosnę słowem 
rosnę w słowie

zakorzeniona w prehistorii  

to dolina gdzie 
słów urodzaj anachroniczny 
gdzie wszystkie rosną w ziemi 
zielonej 

p.s. wróciłam do korzeni. wróciłam do wierszy. 

niedziela, 13 września 2015

Kadr dnia

Niedziela tak jak lubię najbardziej dzisiaj mi się nadarzyła. Siesta w głośnikach (nic mnie tak nie relaksuje jak głos Marcina Kydryńskiego, ale przede wszystkim tu chodzi o muzykę!) bez pośpiechu, wszystko jak w zwolnionym filmie. Bez potrzeby przyspieszania fabuły. Tu wszystko się dzieje, ale stać nie musi.
Gdzieś cichutko we krwi krąży mi wiersz, czuje że dojrzewa, ale nie wiem jeszcze o czym będzie.
Bardziej z namysłem piszę, czasem drążę jeden motyw długo i wcale mi się nie spieszy.
Nie musi, mogę się zatrzymywać przy jednym obrazie na nieskończenie długi czas. Jestem tu sama tylko ja i słowo. Czasem nie dotykam niczego. Dzisiaj tylko głaszczę litery po brzegach.
Słońce przestało parzyć, nareszcie grzeje, po prostu. Takie je lubię najbardziej. Na wyciągniecie ręki ciepłe futro kota.

Paradoksalnie za to ten krzyczący we mnie brak czasu, nie przeszkadza w pochłanianiu kolejnych książek. Ale one są jak tlen, a przecież oddychanie to funkcja podtrzymująca życie, czyż nie?
Podobno czytanie zmniejsza stres, więc tym bardziej należy się temu uzdrawiającemu zajęciu oddać;)

Ale teraz nie myślę o zegarze, ani minutach, które są jak karuzela w Wesołym Miasteczku pędzą bezustannie w sobie tylko znany kierunku.
Wykrawam z rzeczywistości chwile powolne i zaczynam być w tym coraz lepsza, to fascynujące zajęcie wykradać je  z czasu. Takie mini pocztówki do kolekcji.

Jeszcze spokój tli się w powietrzu, czas zajrzeć co tam słychać u papierowych przyjaciół:)

środa, 22 lipca 2015

Kadr dnia wiersz

Miałam na myśli ten wiersz już dawno, napisałam kilka pierwszych wersów, po czym zostawiłam go na jakiś czas by dojrzał. Z surowej, kwaśnej zieleni wyrósł wiersz pełen czerwieni i (wreszcie) spójności.

moje ciało jest ziemią na której dojrzewają maliny
moje ciało to ziemia poetycka
ziemia z liter niejednorodna

uginają się gałązki pod ciężarem słodkich malin
zbierasz moje ciało do koszyka
w rosę poranną zdobne
mgłą dekorowane są maliny
gdy dotykasz palcami owoców unoszą się
i opadają pod ciężarem ciała

moje ciało jest ziemią na której
dojrzewają maliny
byś wziął mnie do ust całą
w słońcu dojrzałą
o słodkim smaku ziemi nabrzmiałej
dotykiem

gdy zapada zmierzch
słodki smak malin wzmaga się
i pragnę być dotykana
i chcę być ziemią pełną
linii papilarnych Twych palców

A wszystko to z powodu istnienia na świecie Leśmiana i malin (które są najbardziej zmysłowymi owocami na świecie)

środa, 15 lipca 2015

Pocztówka z wakacji










Cała zieloność, chciałoby się tam być bez końca. W tych chwilach spokojnych rozsnutych na trawach i polach, które leniwie rozciągają się w nieskończoności. Nad słońcem złotym spowitym w puszyste chmury. I cisza, której nie ma w mieście, której nie da się ukraść. Te poranne dzwonki owiec wychodzących na pobliską halę (one są takie cudne...)
W zasięgu wzroku tylko zielone wyspy drzew zdobne w odbicia lustrzane. A to wszystko udekorowane przypominającymi się nieustannie wersami z Leśmiana  jego najpiękniejszych wierszy... 
A na dodatek pocztówka dźwiękowa:) Alabama shakes i Mumford&Sons i nie trzeba dodawać nic więcej, przecież. 



czwartek, 2 lipca 2015

Jestem

Przerwa się przeciągnęła do wielu tygodni, och nie wiem czy teraz, tak nie będzie.
Ale jestem od czasu do czasu, biorę słowo na warsztat. Piszę sama się sobie dziwię (momentami) że się nadal udaje, mimo bycia pochłoniętą przez rzeczywistość. Boże, tonę w betonie...
Na szczęście od dwóch miesięcy czytam biografię Szymborskiej ( warta przeczytania)
Pamiątkowe rupiecie i Pani Muza się we mnie budzi z zimowego przedłużonego snu. Więc jestem cała i zdrowa i poetycka:) zaraz też zaprezentuje efekty.
A wracając do biografii normalnie (czytaj będąc bezczynną zawodowo) połknęłam bym ją już dawno, o z pewnością, gdyż książki świetnie wypełniają pustkę (każdą) więc wolny czas również.
Na szczęście czasu miałam jak na lekarstwo (i mól książkowy mój wewnętrzny usychał, prawie)
więc o lekturze napiszę później. Teraz moja bezczynność zawodowa jest krótkotrwała i niedługo się kończy i w związku z tym spokojnie i z przyjemnością wypełniam ją czytaniem...

Dobrze, koniec tych wywodów i wstępów, czas na wiersz:

sięgam by dotknąć niebieskich skłonów nieba
by dłoń ranić o brzegi nieskończoności kosmosu

gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba

a ja kometę chcę strącić z nieba
rozetrzeć ją by błyszczała
blaskiem nieśmiertelnym

gwiazdy starte w pył rozpraszają
strukturę nieba

Do zobaczenia!

sobota, 2 maja 2015

Z mojej półki: Wisława Szymborska Czarna piosenka

                                                             

Długi weekend to idealny czas na poezję,szczególnie na poezję Szymborskiej, którą lubię od lat. Była chyba moją pierwszą poetycką fascynacją. Taką prawdziwą, która inspirowała do pisania własnych wierszy.
Czarna piosenka otwiera nieznany i raczej skrywany świat pierwszych wierszy. To trudne w gruncie rzeczy doświadczenie dla poety odsłonić początki swojego warsztatu.Który dopiero zaczyna rozkwitać. Dlatego pewnie ten tomik ukazuje się po śmierci Szymborskiej. Nie jestem pewna czy Ona sama zdecydowała by się na ten krok.
Mimo wszystko cieszę się z tego uchylonego rąbka tajemnicy słowa.

Wiersze powstają w okresie lub tuż po zakończeniu II wojny światowej. Opisują ulotność piękna w zderzeniu z surowym i bezwzględnym światem. Przefiltrowane przez wrażliwość poetki. Przeplata tu jak w kadrach obrazy wojny, przyrody, codzienności. Jej poezja to rodzaj obserwacji rzeczywistości, co jeszcze pełniej widać w późniejszych wierszach. 


Kiedy czytam innych poetów, nie tylko Szymborską, zawsze wpływa to na moją własną twórczość. 
I jeśli jest akurat uśpiona trochę ją rozbudza. Rozbudza na nowo pragnienie pisania. 
Czarna piosenka poruszyła we mnie tą strunę. Przestaję patrzeć na pustą kartkę, tylko uruchamiam wyobraźnię.  Po zetknięciu się z tym tomikiem, czuję się poetycko ubogacana:) żałuje jedynie, że muszę go oddać do biblioteki (to będzie bolesne rozstanie;) 







wtorek, 21 kwietnia 2015

Kadr dnia: wiersz

szukam słowa namaszczam je śliną                                                 
ruchem palca prostym 
powołuje do życia 

wewnątrz pulsuje krew 

szukam słowa 
w nim ojczyzna moja 
bo to słowo sycące jak chleb 

szukam słowa w powłoce 
kamienia kruchego w środku 

rozkruszam w dłoni chleb 
by nasycić nim głód 
wielki głód słowa 

dwie wariacje na ten sam temat. O słowie wiersze pisze się inaczej. Chyba rozważniej i głębiej. 
To taki rodzaj pochwały dla samej poezji. Poza tym obydwa inspirowane są Szymborską 
(czytam Czarną piosenkę- zupełnie pierwsze utwory Noblistki) z pewnością warte odnotowania w osobnym poście, niebawem! 

wzajemnie próbujemy 
naszych słów 
próbujemy aż staną się 
smakiem gorzkim 

wzajemnie próbujemy naszych słów 
aż do smaku krwi gorzkiej
aż nam ten smak spowszednieje 

byśmy nie mogli rozpoznać 
tego lasu który zbudowaliśmy z liter 
by pozostał nieznany