piątek, 18 listopada 2016

piątek w połowie miesiąca

listopad z tego roku zawsze będzie mi się kojarzył z chlebem. pierwszym upieczonym przeze mnie.
potem drugim. z zapachem i rozgrzaną kuchnią. tym bardziej, że to prawie lodowaty miesiąc.
ja marznę ciągle, jestem ciepłolubna i zimą marzę o bilecie do ciepłych krajów. potem przychodzi lato i zmieniam punkt widzenia;)

listopad jest też miesiącem książki hiszpańskiej.  był cabre i jego cień enucha który  był powieścią doskonałą.  patrząc w bibliotece na półkę z literaturą hiszpańską bardzo chciałam wybrać coś co mnie nie zawiedzie, ale też trochę rozbawi, zabierając z świata melancholii cabre; mendoza i jego sekret hiszpańskiej pensjonarki to tak cudownie zabawna opowieść (trochę podobna do najlepszych kryminałów chmielewskiej) abstrakcyjne poczucie humoru autora genialnie poprawia nastrój w najciemniejsze listopadowe wieczory.

no i wrócił Marek Niedźwiecki z Australii, cieszę się, bo znowu jakby wszystko na swoim miejscu.
jedną listopadową markomanię miał Kydryński i to było mistrzostwo świata. i należało to odnotować że takie piękne dwie godziny poza niedzielą miały miejsce. i zachować w pudełku;)
i On lubi Szymborską. O której trochę ostatnio zapomniałam (ze względy na brak współpracy na linii ja- muza poetycka) a której to przypomnienie, przypomniało mi, że tak umiem (nadal) pisać wiersze i wcale to nie są takie złe wiersze (jakie sobie już prawie wmówiłam;p)

idę po herbatę i potem prosto do hiszpanii;)














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz