wtorek, 14 lutego 2012

The sun comes down

Stoję przed pustą kartką. To moje wielkie lustro:  w nim białe odbicie. Czasem splecione dłonie. Stoję przed białą kartką  to atrament rysuje jej szkielet. Rozpościera bajkową krainę. Gładzę drugą dłoń. Pochylam się nad pustą kartką między jej prostymi brzegami rozrzucam słowa. Dotykam dłoni. 

Poetycka wariacja. Czasem takie piszę bez tchu, po prostu na myśl przychodzą mi same najlepsze słowa. 
Mam taką listę, nie zapisaną nigdzie, ładnych słów. Modyfikuję ją w zależności od potrzeb, a potrzeby na nie stale rosną. Wspinam się na palce by sięgać po te najdojrzalsze.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz